Blogerki nie zawsze są nadęte

stockvault-fashion134459

Mówi się w niektórych kręgach, że blogerki – zwłaszcza modowe, urodowe, lifestyle’owe – to gwiazdeczki z wybujałym ego, nosem zadartym do góry, ą ę. Muszą być gloryfikowane, ubóstwiane i „w głowach im się poprzewracało”.

Zdarzają się takie.
Skoro są popularne i czytelnicy dają im do zrozumienia, że są gwiazdami, to prędzej czy później mogą się takimi poczuć.
Poznałam osobiście kilka blogerek, które są uważane za gwiazdy. 
Na blogowych zdjęciach poważne pozy, miny, krążą o nich ploty, że zachowują się jak „co to nie one” i czerpią z portfela firm ile się da.

Podczas rozmowy okazuje się, że są mega sympatyczne, uśmiechnięte, normalne kobitki. Na wiele z nich można liczyć i „konie z nimi kraść”.
No może chętniej pozują do zdjęć, niż pozablogowi znajomi i częściej zerkają na smartphony, sprawdzając facebooka i instagrama. Ale to normalka, w końcu są marką i muszą o nią dbać cały czas.
Wiele z nich zbudowało z bloga machinę, z której się utrzymują.
Nie zrobiły tego z dnia na dzień. To jest proces, w który wkłada się ogrom czasu, zaangażowania, pieniędzy.
To nie jest tak, że robisz „pstryk” i zaraz na blogu pojawiają się pieniądze.
One piszą, vlogują systematycznie, inwestują w siebie, zwiększając jakość materiałów. Wymagało czasu, by zbudowały swoją pozycję, zyskały czytelników, liczących się z ich rekomendacjami.
Trochę wybrzydzają przy współpracy z firmami, mówi się, że zawyżają stawki. 
Z punktu widzenia blogera rozumiem je – skoro już wpuszczają firmę do swojego królestwa, w którego zbudowanie zainwestowały sporo czasu i pracy, to chcą tę współpracę przeprowadzić z największą korzyścią dla siebie i czytelniczek, nie tracąc przy tym ich zaufania.
Fakt, często stawki są mega wysokie, niewspółmierne do wyników współpracy. Niektóre firmy na to przystaną, inne nie. Warto jednak być elastycznym, bo być może przez zbyt wysoką stawkę tracimy możliwość współpracy przy świetnej kampanii, dającej blogerce jeszcze większy rozgłos. Innym razem lepiej zrezygnować z dobrze płatnej współpracy, jeśli jest zagrożenie utraty wiarygodności.
Kwestia ustaleń cenowych to jednak temat na inny wpis.
Mając kontakt z firmami mogę powiedzieć, że często stawki za współpracę, jeden blogowy wpis są tak zawyżone, że firma doznaje szoku.
„Blogerka tak się ceni? To przecież prawie gaża aktora, celebryty. I tyle za kilka zdań i zdjęć??? No way!”
I znowu – z jednej strony rozumiem firmy. Blogerka nie da firmie kiludziesięciutysięcy klików w reklamę, czy dotarcia do setek tysięcy ludzi (choć się takie zdarzają).
Od firmy zależy, czy chce inwestować w ilość, czy jakość rekomendacji.
Powróćmy natomiast do blogerek.
Piszę to wszystko, bo dziś urzekła mnie reakcja na filmik parodiujący blogerki/vlogerki, autorstwa chłopaków z ekipy Abstrachuje.tv 
Pewnie większość z Was widziała. Jeśli nie, zerknijcie:
Film krąży po Facebooku i jest komentowany i share’owany głównie przez… blogerki z parodiowanych kategorii.
„To takie życiowe”
„Najlepsze”
„Świetne! Pewnie właśnie tak wyglądamy, hahaha”
„Chociaż sama kręcę filmiki o tematyce modowej to bardzo mi się podobało”
„Brawo za pomysł i wykonanie, teksty nieziemskie”
To tylko niektóre z komentarzy pozostawianych przez parodiowane blogerki.
I dlatego to wszystko piszę, by powiedzieć Wam, że może niektóre z blogerek wyglądają jak gwiazdy, celebrytki. Może i niektórym sława uderzyła nieco do głowy.

Jednak oprócz dużego poczucia swojej wartości, mają wielki dystans do siebie, potrafią się z siebie śmiać, a do innych uśmiechać. I nie zawsze jest to uśmiech sarkastyczny :)

Każdemu takiej postawy życzę.
This post is available in: English