Podróżować, blogować i zbierać wrażenia

Wczoraj słuchałam opowieści mega inspirujących ludzi – blogerów podróżujących po całym świecie bez względu na to, czy mają na to duży budżet czy nie. 

Zbierają wrażenia poruszając się starym busem, autostopem, czy rowerem. I spokojnie mogą żywić się przez miesiąc konserwami, byleby całym sobą chłonąć energię miejsc, które odwiedzają i ludzi, których spotykają.

I zatęskniłam przez nich do podróży w nieznane.

Foto: aguincredible.com

Wachlarz – to cykl podróżnickich spotkań, których inicjatorami są Ania i Kuba z  Podróżniccy.com. Spotkania wspiera Orange (TU na blogu Orange relacja video z tego spotkania).

Nie jest to typowe podróżnicze spotkanie na wzór slajdowisk. Tu są rozmowy, inspirujący ludzie, podróżniczy dialog.

 Mogłabym opowiadać i opowiadać o uczestnikach ostatniego spotkania, ale lepiej byście zerknęli na ich blogi sami. Może zainspirują Was do ruszenia się z miejsca.

 

Busem przez świat

Piątka studentów ze Świdnicy postanowiła w 2009 roku zwiedzić świat. Nie mieli budżetu na samoloty i hotele. Kupili starego szarego busa „ogórka”, przerobili go na kolorowego kampera i od kilku lat przemierzają nim coraz to nowe kraje. Odwiedzili ich już 33. Najbliższy cel wyprawy to Australia.

 

 

 

 

Paragon z podróży

Bartek i Patryk zaczęli podróżować zaraz po maturze, obalając mit, że podróżowanie wymaga dużych nakładów pieniędzy. Napisali „Poradnik taniego podróżowania”, na blogu inspirują i udzielają wskazówek jak podróżować tanio z mnóstwem ciekawych wrażeń.

 

 

 

 

 

 

 

 

Autostopem przez życie

Przemek podróżuje autostopem po świecie od 4 lat, dzieląc się wskazówkami, poradami i wrażeniami na blogu.

 

 

 

 

 

 

On the bike

Piotr pisze tak:

„Nazywam się Piotr Strzeżysz, w tym roku kończę czterdzieści lat. Nigdy nie postanowiłem do końca jak będę żył, być może tak już zostanie. Lubię jeździć rowerem.

Przewłóczyłem się przez kawałek świata, ale ciągle gdzieś mnie pcha.

Taka karma”

 

 

 

 

 

A teraz ja

 

Pociągają mnie podróże z dawką adrenaliny. Zbyt mało takich odbyłam i wiem, że te najważniejsze przede mną. Kwestia motywacji i towarzyszy.

 

Autostopem po świecie nie jeździłam i raczej się nie zdecyduję, ale bywało, że autostopem dojeżdżałam do liceum i to sama. Nie to, że mieszkałam na odludziu. Uciekał mi po prostu autobus z przystanku, a stop był najszybszym sposobem dotarcia na lekcje. Czasami może nawet świadomie zbyt późno wychodziłam z domu. Do tego ta dawka adrenalinki i niepewności, bo większość zatrzymujących się kierowców to byli Ukraińcy (mieszkałam 7 km od przejścia granicznego z Ukrainą), a z ich zamiarami bywało różnie. Nauczyłam się rozpoznawać ukraińskie tablice rejestracyjne z daleka (mamo, jeśli to czytasz – przepraszam, ale jak widzisz – przeżyłam:)

 

Podróżniczo inspirują mnie koledzy – Szymon i Daniel. Na co dzień każdy z nich pracuje na etacie, ale kilka razy w roku znajdują czas na dalekie podróże. Co więcej – nie stanowi dla nich problemu, by do Chin, Japonii, Iranu, Korei Północnej, czy Ameryki Południowej pojechać samemu. Ot tak, bo naszła ich ochota, znaleźli tani bilet, czy gdzieś ich nosiło. Podczas, gdy ja zastanawiam się, czy jechać gdzieś czy nie, oni w tym czasie odbywają kolejną podróż.

Mamy swoją grupę na Facebooku, na której co jakiś czas przewijają mi się informacje typu: jadę do Indonezji, wróciłem z Gruzji, kto jedzie ze mną do Iranu? Aż dziwię się, że jeszcze nie zaczęli prowadzić podróżniczych blogów.

Choć Daniel mówi, że prowadzi „bloga na Flickr”.

Tu album zdjęć z państw, które ostatnio odwiedził: ALBUM

 

http://www.flickr.com/photos/kliza/sets/

Raz udało nam się wybrać na wyprawę we trójkę. Do dziś wspominam podróż po Bałkanach z plecakami, noclegi za 5 euro, odgadywanie kierunków świata po nurcie rzeki, pole wojskowe przy granicy macedońsko-albańskiej przez które przedzieraliśmy się na plażę, szukanie noclegu w Bośni o 3 w nocy, będąc wysadzonym z autobusu tuż za miastem na pustej ulicy z grupą Turków. TO właśnie mnie ekscytuje i dziękuję, że mnie zabrali ze sobą.

 

Nie zaprzeczam – lubię też wygody. Pachnącą pościel w hotelowym pokoju, lśniącą łazienkę, śniadanie, które mi ktoś przygotuje, a potem pozmywa naczynia.

Gdy jednak znajduję nocleg u przypadkowych ludzi, spędzam wieczór przy winie domowej roboty, słucham regionalnych opowieści, których próżno szukać w przewodnikach – wtedy pokój hotelowy o podwyższonym standardzie, podświetlany basen, sauna i masażysta mogą odejść. To mogę znaleźć i w Warszawie.

Podziwiam tych, którzy bez problemu spajają się z tkanką miejsc, które odwiedzają. 

Tak naturalnie, w pełni, szybko znajdując porozumienie z lokalsami, czerpiąc radość z odkrywania nowego. Bez względu na język, czas i zasobność portfela.

This post is available in: English