Malta – pierwsze wrażenia

IMG_8423

Dotarłam na Maltę. Szybka zmiana ubrania, szminka, włos uczesany i ruszyłam na spotkanie z kilkunastoma maltańskimi blogerkami. Lepszego początku projektu nie można sobie wymarzyć. Słońce przyjemnie podpiekało, gdy szłam wąskimi malowniczymi uliczkami. Nie zgubiłam się. Wow, lubię Cię Malto.

O spotkaniu i maltańskich blogerkach urodowych przygotowuję osobny post. Porządkuję materiały, film, bo jak opisywać to porządnie. Blogerki były przeurocze i zafascynowane polską blogosferą, etapem rozwoju, na którym jest. Oczy im się zaświeciły na pomysł polsko-maltańskiego spotkania w przyszłości. Utwierdziły mnie też w przekonaniu, ze trzeba założyć bloga dedykowanego projektowi. Chcą czytać o blogerach z różnych krajów, dowiadywać się jak jest gdzie indziej, inspirować. Cieszy mnie tak pozytywne przyjęcie projektu. Domenę mam zarejestrowaną.

Oto przedsmak notki:

Zrzut ekranu 2014-07-18 o 11.25.09

Już pierwszego dnia poczułam, że idziemy z Maltą tym samym rytmem. „Idziemy” – ważne słowo, bo tu w wiele miejsc można dojść piechotą, miasta przenikają się jak dzielnice. W końcu to mała wysepka o powierzchni 245, 728 km2. Tuż obok gwarnych uliczek tętniących życiem, można zaszyć się w oazach spokoju. Podczas dzisiejszego spaceru czułam, że idę z nią ramię w ramię, płynę jej nurtem. A może to magia podróżowania samemu? Idę tempem jakim chcę, zatrzymuję się kiedy chcę, mogę usiąść i po prostu obserwować przechodniów.

Klimaty sycylijskie, angielskie, arabskie przenikają się na Malcie. Polski język słyszę często. Turyści, studenci w maltańskich szkołach językowych, których jest tu multum, pracownicy hoteli. Szkoły językowe i hotele – to główny biznes Malty.

Jest ciepło, bardzo ciepło. Tak jak lubię. To upał, w którym można funkcjonować. Zapewne to kwestia bliskości oceanicznego powietrza, który przecina świeżością wysokie temperatury. No i ciepłe noce – czyli to za czym tęsknię w Polsce najbardziej.

Zwiedzam, wypoczywam, spotykam się z blogerami, testuję knajpki, smakuję, rozmawiam z ludźmi, robię zdjęcia, pracuję. Cztery dni to zdecydowanie za mało dla mnie na Maltę. Zdecydowanie! Przynajmniej przy moim rytmie poznawania, gdy nie odhaczam zabytków, ale chłonę miejsca, obserwuję, staram się poczuć ich częścią. Mam niedosyt, muszę tu wrócić.

Za chwilę spotkanie z kolejnym blogerem, zdążę jeszcze napisać post. Podrzucam zatem kilka zdjęć z Mdiny, średniowiecznego maltańskiego miasteczka. Nie jeżdżą w nim samochody, uliczki są wąskie, klimatyczne, balkony ukwiecone, a w oknach wzrok przyciągają kolorowe okiennice. Trafiłam na dzień, w którym turystów było tak mało, że przez wiele uliczek szłam sama, podśpiewując pod nosem. Idealnie.

IMG_8556

IMG_8549

IMG_8655

IMG_8570

IMG_8643

IMG_8607

IMG_8660

IMG_8552

IMG_8538

IMG_8583

Oto fragment Sliemy, w której mieszkam. Nazywana jest „posh miastem” Malty, ze względu na sporo markowych sklepów, eleganckich restauracji.

IMG_8516

IMG_8397

Takimi ulicami wracam do mieszkania. Także sama późną nocą, bo Malta to mega bezpieczny kraj.

IMG_8409

Samochód z cukierkami. Gdy robiłam zdjęcie Pan sprzedawca poczęstował mnie jednym. „O dziękuję, smaczne te maltańskie cukierki”. „Ykhm. To akurat są angielskie” – odpowiedział.

IMG_8423

Póki co jest dobrze!

IMG_8560

O jedzeniu będzie osobna notka:)

This post is available in: English